Ulica Koszykowa…

… czyli tym razem będzie o koszyczkach i koszykach, które wydają się być jak najbardziej na fali i trendy.

Do niedawna koszyczki kojarzyły mi się z zamierzchłymi czasami życia w lepszym systemie i ich opiekuńczą rolą, jaką spełniały, chroniąc nasze palce i ręce przed wrzątkiem herbaty podanej w szklance. Każda wizyta w bardziej czy mniej zaprzyjaźnionym domu, to było zaproszenie na herbatę podaną w szklance w koszyczku. Pewnym wyłomem, swego rodzaju arystokracją, były tutaj koszyczki metalowe, ale i tak koszyczki zrobione rękoma naszych matek, babć, ciotek, sąsiadek stanowiły większość. Dominowały odcienie brązu, a włóczka była wykonana z bardziej niż sztucznego włókna.

Dzisiaj to już historia, a koszyczki we wszystkich odmianach, kolorach i rozmiarach wracają do łask i są jak najbardziej trendy. Robione są głównie z bawełnianych sznurków 3 albo 5 milimetrowych, bez albo ze sztucznym włóknem w środku. Wybór kolorów jest olbrzymi, można dostać oczopląsów, a i tak, gdy danego wymarzonego koloru nie ma w ofercie, to niektórzy nasi polscy producenci zrobią kolor na zamówienie. Jednym słowem raj.

Koszyczki są trendy, koszyczki są fajne. W swojej bogatej palecie barw kuszą, są praktyczne, bo można w nich przechować różne mniejsze i większe drobiazgi, no i można je zrobić w dowolnym rozmiarze, w zależności od potrzeb. I co najważniejsze: są bardzo fajnym elementem dekoracyjnym, dopełnieniem całości, wisienką na torcie. I jak ich nie kochać? Tylko czekam na ponowny wybuch mody na picie herbaty w koszyczkowych szklankach 🙂

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o